sobota, 17 stycznia 2015

Myju myju i na marne :)


Ostatnio postanowiłem zrobić porządek w klatce chomika. Przyznam się bez bicia, że dość długo nie myłem chomiczego kołowrotka. Był cały zabrudzony w odchodach, więc umycie go było konieczne. Wystarczyło wymyć wodą, a nuż odchody zmiękły, a ja, niczym doświadczony "gównolog" wykałaczką wyskrobywałem miejsca, gdzie kupka nie dała rady sama wyjść, po czym zamoczyłem cały kołowrotek, aż stał się w końcu czysty i lśniący. 



Potem nastąpiła kolej na plastikowy domek. We wnętrzu było po prostu okropnie! Walały się resztki pokarmy w postaci niezużytej, lub już strawionej i wydalonej. Poza tym dach i ściany były zakurzone, a na ścianach było widać zaschniętą ciecz, która prawdopodobnie była szczynami, ale moczem ładniej brzmi :) Tak więc znowu, wymyłem, wysprzątałem i zamoczyłem, a efekt równie mnie zadowolił, tak jak w kołowrotku. 



Ogółem wymyłem i wysprzątałem całą klatkę oraz wymieniłem ściółkę, ale to jest już cotygodniowa rutyna :)
Po pięciu dniach postanowiłem dokładnie obejrzeć czystość klatki, lecz jak zwykle, Bieluszka musiała nabrudzić :) 


Zrobiłem też kilka fotek z dzisiejszego dnia :) Zapraszam do obejrzenia :)






















Poza tym chomiś obdarował mnie mokrym prezencikiem - nasikał mi na bluzkę.



     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz